Automatyzacje potrafią bardzo ułatwić prowadzenie biznesu. Problem w tym, że pytanie „co mogę zautomatyzować” prowadzi w inną stronę niż to, które faktycznie ma znaczenie dla sprzedaży. Jeśli prowadzisz markę osobistą i sprzedajesz usługi, konsultacje czy wiedzę, ludzie zaczynają Cię obserwować z konkretnego powodu — chcą kontaktu z Tobą, Twoim sposobem myślenia i doświadczeniem. Zamiast więc pytać, co da się zautomatyzować, warto zapytać inaczej: które elementy komunikacji naprawdę warto oddać automatyzacji, a w których momentach Twoja obecność jest nie do zastąpienia. To rozróżnienie decyduje o tym, czy automatyzacja pracuje na Twoje zaplecze, czy zaczyna je zastępować.
Co się dzieje, kiedy automatyzacja przejmuje za dużo?
Skoro można zautomatyzować wiadomość powitalną, odpowiedzi na komentarze, DM-y i follow-upy, pojawia się pokusa, żeby zrobić z social media jeden wielki automat. Tylko że wtedy znika coś, co w marce osobistej jest częścią produktu — człowiek. Odbiorcy nie obserwują Cię wyłącznie po to, żeby dostać link. Obserwują Cię, bo chcą poznać Twoje podejście i wartości.
Kiedy automatyczna odpowiedź pogarsza sytuację, zamiast ją ułatwiać.
Są momenty, w których wiadomość od automatu wręcz szkodzi relacji. Dzieje się tak wtedy, kiedy ktoś pisze coś indywidualnego, emocjonalnego, wymagającego interpretacji. Odbiorca nie szuka tu informacji — szuka Twojej wiedzy i perspektywy. Jeśli w tym miejscu pojawi się gotowa formułka, zamiast poczucia „ktoś mnie rozumie”, zostaje wrażenie, że rozmawia się ze ścianą. A to właśnie te rozmowy, prowadzone osobiście, najczęściej prowadzą do współpracy.
Prosta zasada: automatyzuj powtarzalność, nie relację.
Dobrze zaprojektowana automatyzacja nie udaje człowieka. Przejmuje powtarzalne czynności, które nie wymagają Twojej decyzji za każdym razem — wysyłanie tego samego linku, przekazywanie materiału, kierowanie do informacji o ofercie. Jeśli codziennie odpowiadasz na kilkanaście podobnych pytań, nie musisz pisać tej samej odpowiedzi za każdym razem ręcznie. Możesz przygotować prostą automatyzację, która zrobi to za Ciebie — Ty odzyskujesz czas, a odbiorca dostaje informację od razu. W tym właśnie widzę największą wartość automatyzacji: nie w zastępowaniu kontaktu z człowiekiem, tylko w uwalnianiu czasu na kontakt tam, gdzie jest naprawdę potrzebny.
Gdzie leży granica?
Możesz przyjąć prostą zasadę: jeśli odpowiedź jest taka sama dla większości osób, prawdopodobnie da się ją zautomatyzować. Jeśli zależy od konkretnej osoby, jej sytuacji i potrzeb — odpowiedz osobiście. Pytania typu „gdzie znajdę link” czy „jak zapisać się na wydarzenie” spokojnie można oddać automatyzacji. Pytania typu „czy ta usługa jest dla mnie” albo „możesz spojrzeć na moją sytuację” zasługują na Ciebie, nie na gotową formułkę.
Najlepsza automatyzacja nie jest tą, która robi wszystko za Ciebie. Jest tą, która oddaje Ci czas na rozmowy, których nie warto automatyzować — bo to właśnie one budują zaufanie, na którym opiera się cała reszta.
Polecane narzędzie do automatyzacji.
Nie musisz od razu inwestować w rozbudowany system. Ja sama wcześniej testowałam już ManyChat, teraz przeszłam na SendPulse, gdzie na darmowym planie dostajesz do 10 tysięcy wiadomości miesięcznie, 500 kontaktów, 3 boty i 10 automatyzacji, czyli więcej niż potrzebujesz, żeby sprawdzić, czy taki mechanizm w ogóle ma sens w Twoim biznesie. A jeśli kiedyś przekroczysz ten limit — mam dla Ciebie kod rabatowy GZI-AYB-093 na -20 euro przy przejściu na płatny plan.